sobota, 26 stycznia 2019

Con destino a México

María ya había comprado su billete a México y yo, con los restos de dinero ahorrado que tenía, también lo hice. Por supuesto antes de irnos quería estar seguro de que todo estaba bajo control, por lo menos en Polonia. Mi trabajo, mis hijos y Virginia. Matilda, Juan y Canela, mis hijos, ya tenían sus propias vidas. Eran aún muy jovencitos pero ya cada uno estaba en otra parte del mundo estudiando o trabajando y realizando sus sueños. Estaba muy orgulloso de ellos. Matilda se parecía mucho su madre, se emocionaba fácilmente y antes de preocuparse por sí misma quería salvar a todo el mundo sin pensar de las consecuencias. Tenían la misma sonrisa y cada uno de sus movimientos me hacía pensar que estoy mirando a María. Juan, después de cumplir 19 años, se fue al extranjero, siempre decía que quiere una vida cómoda y que no lo podrá lograr en Polonia. Por suerte encontró un buen trabajo y vive con su novia, una chica muy amable. Canela era la menor y desgraciadamente la que tenía las peores experiencias de todos nosotros, bueno por lo menos hasta ese momento. Nunca sabía lo que quería hacer en su vida, no tenía planes y viendo que sus hermanos trataban de estabilizar sus vidas ella se ponía triste y hasta celosa. Trabajó en diferentes lugares, tuvo una vida amorosa muy difícil y complicada y también decidió marcharse a otro país para ver si el destino le traía algo bueno. Al principio no fue tan fácil como pensaba y le costó muchísimo adaptarse pero con el tiempo su vida cambiaba poco a poco hasta finalmente alcanzar la felicidad y eso era lo que me alegraba mucho.
Me encontré con Virginia. No le conté nada de lo que estaba pasando. Sabía que estaría muy preocupada y solo le dije que me tomaría unos días de descanso fuera del país con María y trataríamos de reparar nuestra relación. Noté en la cara de Pola, la hija de Virginia, que no me creía ni un poco de lo que decía, pero bueno... Era mi asunto, no el suyo. Aunque su mirada casi me obligaba a decir toda la verdad, no lo hice.
Estaba todo preparado y yo estaba tan nervioso y pálido que al llegar al aeropuerto María preguntó si estaba seguro de lo que hacía y que en cada momento podía retirarme. Jamás la había visto tan preocupada y me daba la impresión que prefería que me quedara en casa porque ni siquiera ella sabía que pasaría.
Durante todo el vuelo nos cogíamos de la mano fuertemente y no dijimos ni una sola palabra. Después de un largísimo viaje y a unos minutos antes de aterrizar Maria dijo solo dos palabras: - tengo miedo.
Cuando le di una mirada se me puso la piel de gallina. Yo estaba igualmente atormentado que ella.

czwartek, 24 stycznia 2019

Klamka zapadła

Odkąd tylko ujrzałem Marię po raz pierwszy wiedziałem, że to dobra kobieta o złotym sercu. Oprócz jej magnetycznego uśmiechu miała spojrzenie, które mogło skraść niejedno serce. Tamtego dnia rozmawialiśmy godzinami próbując sobie wszystko wyjaśnić, a ja im więcej wiedziałem, tym bardziej tego żałowałem. Oczywiście cieszyłem się, że w końcu poznaje prawdę i tym razem wiedziałem, że nie ma mowy o ukrywaniu jakichkolwiek faktów, ale tak prosty człowiek jak ja chyba nie był w stanie pojąć wszystkiego. Nigdy nie miałem problemów z prawem, nie lubiłem wdawać się w bójki, nigdy nie mieszałem się w nie swoje sprawy. Ciężko było mi zrozumieć pewne rzeczy, w szczególności te, które robiła Maria, by chronić swojego siostrzeńca, ale z całego serca starałem się zrozumieć i ją wspierać. Nie jedna osoba pomyślałaby, że jestem stuknięty i że powinienem rzucić swoją żonę dlatego nie dzieliłem się z nikim o tym co się działo w moim małżeństwie. Wolałem sobie oszczędzić słowa: ,,ja na twoim miejscu dawno bym ją rzucił’’, ,,nie wiesz w co się pakujesz’’. Oczywiście, że nie wiedziałem, ale mimo wszystko postanowiliśmy razem rozwiązać ten problem. To już nie była jej sprawa tylko nasza.
Maria była ciągle szantażowana i musiała niejednokrotnie spotykać się narkobossami i starać się chronić i trzymać przy życiu swojego siostrzeńca. Była ich kobietą dla towarzystwa. I nie zrozumcie mnie źle... Między innymi dzięki jej udziałowi w różnych spotkaniach był możliwy handel narkotyków i niestety miała w tym niemały udział. Stąd też zdjęcie, które dostałem od Wirginii. Przysięgała, że nigdy nie dała się wykorzystać, ale gdyby całkowicie zrezygnowała z tych spotkań byłoby po niej. No i stąd też nie było mowy, żeby zawiadomić policję.
Ostatecznie wynegocjowała, żeby jechać osobiście do Meksyku. Tam miała pojawić się jeszcze na kilku ważnych zebraniach i być pośredniczką w pewnych sprawach, o których ona sama jeszcze nie wiedziała i wreszcie wrócić do kraju ze swoim siostrzeńcem. Pomysł wydawał się absurdalny i niebezpieczny, ale dla Marii sprawa była jasna.
Dla mnie wtedy już też... Pakujemy się.

sobota, 12 stycznia 2019

La más pura verdad

MÉXICO ?!
Me eché a reír y luego le pregunté que si se había vuelto loca. Vertiginosamente paré de reírme cuando me di cuenta que María estaba más seria que nunca. Tenía el presentimiento que quería escapar de algo o de alguien. Es verdad que mi esposa tenía algunos parientes en México pero jámas pensé que querrá verlos. No hablaba mucho de ellos pero noté que últimamente se ponían en contacto bastante frecuente. Cuando preguntaba cómo estaban, solamente me decía que tenían pequeños problemas pero ella trataba de ayudarles. Nunca pregunté por más detalles.
Yo estaba dispuesto a irme con ella a México y hasta el fin del mundo aunque sea para siempre si ella lo quería pero primero tenía que aclarar algunas cosas.
Ese día le puse a María un ultimátum. Yo haré lo que ella quiera pero ella me contará toda la verdad. Ya estaba harto de fingir que todo estaba bien y aunque fuera ese día el último de mi matrimonio, quería saber todo. Le mostré también la foto que me había dado Virginia ya que según ella, María no era para mí.
María aceptó el trato y créanme que preferiría mil veces que me dijera que tenía un amante (aunque me quitó un peso del corazón al saber que no lo tenía, digamos...). Pero todo era mucho más complicado.
El sobrino de María de tan solo 21 añon que vivía en México se había metido en un gran lío. Pertenecía a un grupo de mafiosos y además era traficante de drogas. Cuando se dio cuenta que era algo mucho más serio de lo que pensaba, quiso dejar todo ese asunto pero desgraciadamente ya era tarde. Lo único que le quedaba era quedarse en la banda o que le metan una bala por la cabeza.
Y ese era tan solo el comienzo de la historia...

Tal vez Virginia tenía razón que María no era para mí pero ella ni siquiera sabía por lo que estaba pasando mi esposa.

piątek, 4 stycznia 2019

Czy to był koszmar ?

Mimo że byłem przerażony sytuacją i nawet nie zdawałem sobie do końca sprawy co się właściwie dzieje, postanowiłem, że bez Marii nigdzie się nie ruszam. Facet schował broń i wyszedł czym prędzej, by uniknąć spotkania z policją, która miała się niedługo zjawić. Maria również sprawiała wrażenie jakby tego spotkania wolała uniknąć i niemal błagała żebyśmy stamtąd wyszli. No i ja... Ledwo już stałem na nogach, plątały mi się słowa i zamiast natychmiastowego otrzeźwienia doznałem amnezji i obudziłem następnego dnia we własnym łóżku.
O 10 rano obudził mnie najgorszy ból głowy jaki w życiu miałem i płacz Marii. Przez chwilę miałem nadzieje, że to co się wydarzyło było tylko koszmarem, ale patrząc na swoja kobietę wiedziałem, że niestety nie...
- Może wyjedziemy ? - rzuciła Maria, szlochając wtulona w poduszkę.
- Co ty wygadujesz ? Kochanie, powiedz co się dzieje.
Patrzyłem na nią i nie wierzyłem, że jest tą samą kobietą, z która się ożeniłem. Maria taka nie była. Jej słodka i niewinna buźka zawsze była uśmiechnięta i radosna. Uwielbiałem na nią patrzeć kiedy spała, a jeszcze bardziej, kiedy opowiadała mi o czymś z takim zapałem i ekscytacją, jakby właśnie wróciła z wizyty z samym papieżem, mimo że było to jakieś błahe wydarzenie. Była zawsze radosna, a nawet kiedy coś ją dręczyło, wolała zachować to dla siebie, bym ja się nie martwił. Wiem, że czasem nasza sytuacja ekonomiczna ją trapiła, ale przecież przysięgaliśmy... Na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie.
Teraz przypominała bardziej wymęczoną życiem kobietę, mającą tysiąc zmartwień i stojącą na skraju załamania. Jej twarz poszarzała, oczy posmutniały i już nie widziałem tak często tego pięknego uśmiechu, w którym się zakochałem.
Nie było dnia, w którym Maria by nie zapewniała jak wielkim uczuciem mnie darzyła i jak bardzo mnie kochała, a ja nie miałem nigdy powodów, by w to wątpić.

- Gdzie chcesz wyjechać ? - zapytałem zaciekawiony, ale i zaniepokojony jej pomysłem.
- Do Meksyku.