piątek, 4 stycznia 2019

Czy to był koszmar ?

Mimo że byłem przerażony sytuacją i nawet nie zdawałem sobie do końca sprawy co się właściwie dzieje, postanowiłem, że bez Marii nigdzie się nie ruszam. Facet schował broń i wyszedł czym prędzej, by uniknąć spotkania z policją, która miała się niedługo zjawić. Maria również sprawiała wrażenie jakby tego spotkania wolała uniknąć i niemal błagała żebyśmy stamtąd wyszli. No i ja... Ledwo już stałem na nogach, plątały mi się słowa i zamiast natychmiastowego otrzeźwienia doznałem amnezji i obudziłem następnego dnia we własnym łóżku.
O 10 rano obudził mnie najgorszy ból głowy jaki w życiu miałem i płacz Marii. Przez chwilę miałem nadzieje, że to co się wydarzyło było tylko koszmarem, ale patrząc na swoja kobietę wiedziałem, że niestety nie...
- Może wyjedziemy ? - rzuciła Maria, szlochając wtulona w poduszkę.
- Co ty wygadujesz ? Kochanie, powiedz co się dzieje.
Patrzyłem na nią i nie wierzyłem, że jest tą samą kobietą, z która się ożeniłem. Maria taka nie była. Jej słodka i niewinna buźka zawsze była uśmiechnięta i radosna. Uwielbiałem na nią patrzeć kiedy spała, a jeszcze bardziej, kiedy opowiadała mi o czymś z takim zapałem i ekscytacją, jakby właśnie wróciła z wizyty z samym papieżem, mimo że było to jakieś błahe wydarzenie. Była zawsze radosna, a nawet kiedy coś ją dręczyło, wolała zachować to dla siebie, bym ja się nie martwił. Wiem, że czasem nasza sytuacja ekonomiczna ją trapiła, ale przecież przysięgaliśmy... Na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie.
Teraz przypominała bardziej wymęczoną życiem kobietę, mającą tysiąc zmartwień i stojącą na skraju załamania. Jej twarz poszarzała, oczy posmutniały i już nie widziałem tak często tego pięknego uśmiechu, w którym się zakochałem.
Nie było dnia, w którym Maria by nie zapewniała jak wielkim uczuciem mnie darzyła i jak bardzo mnie kochała, a ja nie miałem nigdy powodów, by w to wątpić.

- Gdzie chcesz wyjechać ? - zapytałem zaciekawiony, ale i zaniepokojony jej pomysłem.
- Do Meksyku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz