Obchodziliśmy niedawno dzień wszystkich świętych. Dzień, w
którym zazwyczaj spotykamy się z rodziną, spędzamy z nią czas, idziemy na groby
naszych bliskich. Dziś opowiem wam dość smutną historię, która wydarzyła się pewnego
1 listopada. Jak co roku przyjechali do mojego rodzinnego domu moi najbliżsi, cieszyłem
się bardzo, że znów mogłem ich zobaczyć. Wspominaliśmy różne historie, ja
opowiadałem co nowego spotkało mnie w pracy, ciocia nie przestawała mówić,
druga żaliła się na męża, a trzecia za wszelką cenę starała się psuć rodzinną
atmosferę. Jak to mówią, z rodziną dobrze tylko na zdjęciach.
Gdy już wszyscy byliśmy gotowi do wyjścia na cmentarz
ruszyliśmy w drogę. Oczywiście przed cmentarzem, do którego się wchodzi pod niemałą górkę, było pełno ludzi. Jedna pani oglądała się w lusterku i upewniała
się czy nie rozmazała się krwistoczerwona szminka, druga pani uważnie spoglądała
na swoje wysokie szpilki i pilnowała, aby nie wejść w śnieg (a było go sporo),
starszy pan poprawiał krawat, a młode dziewczyny, włosy. Wchodząc pod górkę
spoglądałem na te wszystkie osoby i miałem wrażenie, ze pomyliły im się święta.
Mijaliśmy kolejne i kolejne osoby aż przeszliśmy obok starszej kobiety, około osiemdziesięcioletniej.
Szła jedynie w towarzystwie swojej laski, a w drugiej ręce trzymała ciężką siatkę.
Poruszała się bardzo wolno i z każdym krokiem wydawała się coraz bardziej
zmęczona. Inni ludzie byli zbyt zajęci sobą, by móc ją zauważyć. Bez zastanowienia, podszedłem i zaproponowałem
pomoc. Przejąłem od niej reklamówkę, w której miała znicze, a ją wziąłem pod
rękę. Staruszka wydawała się zakłopotana, ale odwdzięczyła się szerokim
uśmiechem i w końcu, zdyszanym głosem, powiedziała: -Dziękuję, ja Pana znam. Zaskoczony
pomyślałem, że z kimś mnie musiała pomylić, jednak po krótkim czasie okazało
się, że starsza pani jeździła codziennie tramwajem i z niewiadomych przyczyn
pamiętała moją twarz. Jedynym celem, dla którego jeździła bez celu było
podziwianie. Jak powiedziała, nie budynki ją zachwycały, a spadające liście czy
spływający po szybach deszcz.
Jedyny wniosek jaki mi się nasunął był taki, że nie
doceniamy życia. Cieszą nas rzeczy materialne, a nie to, że po prostu jesteśmy,
że możemy komuś podać pomocną dłoń, że możemy otrzymać w zamian szczery uśmiech,
że ktoś o nas pamięta.
Potrafimy zadbać o zmarłych, przynosząc im piękne kwiaty i zapalając
znicze, ale zapominamy o tych, którzy jeszcze stąpają po tej ziemi.
Niniejszy blog ma charakter dydaktyczny i powstaje w ramach zajęć "Twórcze pisanie. Praca z blogiem" prowadzonych w Instytucie Filologii Romańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. Autorem bloga jest student wcielający się w wybraną, nieistniejącą postać z życia społecznego, a publikowane tu treści są całkowicie fikcyjne i nie odzwierciedlają prawdziwych poglądów autora ani koordynatora zajęć.
OdpowiedzUsuń